Słucham Historii Recenzja ANNA JANKO „MAŁA ZAGŁADA” – HOŁD ZŁOŻONY PAMIĘCI – TEJ OSOBISTEJ, RODZINNEJ I NARODOWEJ.

ANNA JANKO „MAŁA ZAGŁADA” – HOŁD ZŁOŻONY PAMIĘCI – TEJ OSOBISTEJ, RODZINNEJ I NARODOWEJ.

MAŁA APOKALIPSA

Historia to nic innego jak pamięć. Wspomnienia przekazywane z pokolenia na pokolenie, opowieści o tym, co się kiedyś wydarzyło i o uczestnikach tych wydarzeń. Problem pamięci, dziedziczenia wspomnień i traumy nimi wywołanej porusza bardzo intensywnie książka Anny Janko „Mała zagłada”.

Jest to zbiór szkiców osnutych wokół jednego wydarzenia – pacyfikacji wsi Sochy na Zamojszczyźnie. 1 czerwca 1943 roku oddział niemiecki wkroczył do wsi z zadaniem wymordowania jej mieszkańców. Oficjalną przyczyną miało być ukaranie ich za rzekomą pomoc udzielaną działającym w okolicy partyzantom. W tym czasie trwała akcja wysiedlania zamojskich wsi, ale Sochy potraktowano inaczej. Tu nikogo nie wysiedlano, wszyscy mieli zginąć. I bardzo wielu zginęło – rozstrzelanych, spalonych w pożarach, zbombardowanych i zastrzelonych przez załogi niemieckich samolotów. Z 88 domów we wsi ocalał tylko jeden, spośród kilkuset mieszkańców – tylko garstka, głównie dzieci i kobiet. Jednym z ocalonych dzieci była Tereska Ferenc, matka Anny Janko.

CO CZUJĄ OFIARY, CO MYŚLĄ SPRAWCY?

Autorka książki rozbiera tę tragedię, jej przyczyny i skutki, na czynniki pierwsze. W kolejnych esejach stara się dociec, jak było możliwe takie zło i jak się ono odbiło na dalszym życiu ocalałych i ich potomków oraz na sprawcach tej tragedii. Jest to bardzo dogłębna analiza. Anna Janko postarała się zebrać jak najwięcej informacji o tym, co czuły ofiary, stara się zastanowić, co myśleli i czuli sprawcy.

Bada też bardzo wnikliwie dalekosiężne skutki wydarzeń w Sochach. Analizuje życie i zachowania swojej matki, doszukuje się efektów jej traumy także w swoim życiu (np. objawy choroby sierocej u autorki i jej córeczki – dwa kolejne pokolenia (córka i wnuczka) naznaczone przeżyciami matki). Dopytuje o szczegóły, zwraca uwagę na to, że każdy pamięta te same wydarzenia inaczej.

Matka autorki bardzo długo nie chciała mówić o wydarzeniach w Sochach, później zaczęła o nich pisać wiersze, w końcu znów próbowała wymazać je z pamięci. Zdążyła jednak wiele opowiedzieć córce, naznaczyć ją własną traumą patrzenia na śmierć rodziców, tułania się po dalszej rodzinie, wreszcie dorastania w domu dziecka. Anna Janko rozmawia także z innymi ocalałymi z Soch. Buduje na tej podstawie opowieść budzącą grozę, ale też wiele refleksji. Poprzez książkę stara się „przepracować” tragiczne przeżycia swojej matki, ale także własne życie „w cieniu traumy”

Wszystko to przy użyciu pięknego, wręcz poetyckiego języka. Wspaniałe opisy pięknej przyrody, codziennego życia na wsi, ale też przemyśleń wewnętrznych i uczuć to dodatkowy atut tej opowieści.

PISANIE MAŁĄ LITERĄ NAZWY NARODU MA ZNACZENIE.

Janko sięga do historii swojej rodziny, opowiada o jej korzeniach. Ale pisze też o rodzinach niemieckich zbrodniarzy, o postawach ich i ich dzieci. Zastanawia się nad pojęciem „złego„ i „dobrego” Niemca (zwróciła uwagę na to, że pokolenie które przeżyło wojnę, pisze nazwę tej narodowości małą literą).

Głównie skupia się jednak na przeżyciach matki, swoich i swojej rodziny. Nad różnorodnością relacji i zachowań. Analizuje opowieści innych ocalałych mieszkańców Soch, cały czas skupiając się na tym, jak pamięć traumatycznych wydarzeń wpływa na losy poszczególnych jednostek.

Polecam bardzo „Małą zagładę”. Nie jest to lektura łatwa, nie brak w niej opisów od których włos jeży się na głowie. Pozwala jednak wejrzeć głęboko w ludzką psychikę i sposoby funkcjonowania pamięci. Cała książka jest hołdem dla pamięci – tej osobistej, rodzinnej, narodowej. Autorka zwraca uwagę, że pamięć może być błogosławieństwem, ale także przekleństwem. Zawsze jednak trzeba ją zachować, bo bez niej jesteśmy całkowicie zagubieni w świecie.

wasza bibmolk@

Related Post